Miejscy radni zapowiedzieli zamknięcie co najmniej 15 nielegalnych domów publicznych i innych podejrzanych lokali nocnych oraz około stu barów gastronomicznych, które nie spełniają przepisów BHP.
Jak podaje Londynek.net, nie będą tolerowane także uliczne wózki z hot dogami oraz śmieci. Na West Endzie ma stanąć 1000 nowych koszy na śmieci. Od czasu podłożenia bomb na ulicach Londynu przez IRA w latach 70. i 80. liczba koszy na śmieci była ograniczona do minimum.
- W cywilizowanym społeczeństwie nie ma miejsca na dilerów narkotyków i nietolerowane przez ogół społeczeństwa zachowania, które przez długi czas były zmorą Soho - powiedział przewodniczący władz lokalnych Colin Barrow. - Twierdzenie, że ciemna strona Soho jest magnesem dla turystów i artystów jest błędne. Nie przemawia za tym żaden ekonomiczny argument - uważa Barrow.
W zeszłym miesiącu władze lokalne przegrały proces o zamknięcie domu publicznego na Dean Street. Lokalny wikary uchronił przed eksmisją dwie prostytutki.
Policja twierdziła, że mieszkania, w których pracowały kobiety przyciągały dilerów narkotyków i złodziei. Jednak ksiądz zeznał, że zamknięcie domu publicznego w żaden sposób nie obniżyło handlu narkotykami w okolicy.
Natomiast Cari Mitchell z English Collective of Prostitutes, organizacji dbającej o prawa prostytutek w Wielkiej Brytanii mocno skrytykowała plany władz - czytamy na stronach Londynek.net.
- Przemysł seksualny jest obecny na Soho od dziesięcioleci. Nie ma uzasadnienia, by wyrzucać go na bruk. Priorytetem powinno być bezpieczeństwo kobiet. A te plany sprawią, że kobiety wyjdą na ulice, co jest mniej bezpieczne - uważa Mitchell.