....milosc, samotnosc, tesknota.....itd..

Można tutaj pisać wszystko na temat płci pięknej. Jest to oczywiście też miejsce na "babskie pogaduchy".......

....milosc, samotnosc, tesknota.....itd..

Postprzez Ola » 24 lip 2008, o 18:47

postanowilam cos napisac osobistego, zainspirowaly mnie do tego dwie rzeczy - tekst w Przywitaj sie Leszka Pawlisza oraz rocznica mojego rozwodu.
To wielkie szczescie jesli kobieta jest kochana przez swojego meza(partnera). Ja takiego szczescia nie mialam.
Pewnego dnia zastalam swojego meza z kolezanka w naszym domu w sytuacji jednoznacznej, prawie sie zwymiotowalam.
To chyba najgorsze co facet moze zrobic, zdrada i wiem to tez od kolezanek, zdrada meza jest bardzo bolesna, nie czujesz sie kobieta, nie czujesz sie atrakcyjna, to on zdradzil, a Ty czujesz sie zle.
Dzis nie wymagam niczego od mezczyzny, tylko milosci, uczucia, zebym czula sie ta jedna jedyna. Zebym wiedziala, ze jestem jego i ze pragnie tylko mnie..
A na koniec tak bardziej wesolo i optymistycznie, mam kolezanke na tym Forum, kiedys mi napisala - musisz sobie poderwac takiego - gangstera-, a ja na to - chyba zartujesz, malo mam problemow, a ona napisala mi tak - Ci niegrzeczni chlopcy, jak bardzo by byli niegrzeczni jak sie juz zakochaja, to kochaja najmocniej i na zawsze :wink: .
Avatar użytkownika
Ola
 
Posty: 122
Dołączył(a): 15 mar 2008, o 16:36
Lokalizacja: Londyn

Postprzez Bux » 24 lip 2008, o 19:22

przyznaje sie - ta kolezanka jestem Ja. Nie wiem dlaczego sie tak dzieje. Mam na mysli zdrady. Jestem mloda i nowoczesna wydaje mi sie dziewczyna, ale jesli chodzi o sex jest dla mnie wazna wiernosc.
Kilkakrotnie na Forum Typy pisalam cos i powolywalam sie na swojego faceta, to juz historia. Ja jedna mu nie wystarczalam. Jest tak jak napisala Ola, to on zdtradzil, a ja sie zle czuje i sobie zadaje pytanie co jest ze mna zle.
A jesli chodzi o ta historyjke o gangsterze - to napisalam to Oli z dwoch powodow. Gdzies kiedys na necie znalazlam tekst - niegrzeczni chlopcy kochaja najmocniej, a drugi powod - podoba mi sie bardzo tragicznosc postaci Jana Blachowskiego - Facet - zyjacy w swoim swiecie, rozerwany roznymi uczuciami, trzyma zone i corke z boku przed okropienstwami w ktore sie wplatal. Ale w sytuacjach skrajnych zawsze wybiera rodzine, zawsze wybiera zone, jak bardzo bysmy Blache potepili, to nie mozna zarzucic mu jednego - On kocha swoja zone.
Mozecie sie smiac, ale prawda jest taka, ze kazda kobieta potrzebuje akceptacji swojej kobiecosci i milosci.
Avatar użytkownika
Bux
 
Posty: 99
Dołączył(a): 20 mar 2008, o 12:03
Lokalizacja: Londyn

Postprzez pipi » 25 lip 2008, o 13:34

fakt jest taki, ze milosc i wiernosc faceta to dzis towar deficytowy, takze jesli masz faceta, ktory cie kocha i jestes dla niego ta jedyna i jest ci wierny, to wszystko inne mozna pokonac. Pamietajcie dziewczyny, trudno dzis o milosc, a idealow nie ma.
Avatar użytkownika
pipi
 
Posty: 42
Dołączył(a): 24 cze 2008, o 19:36
Lokalizacja: Liverpool

Postprzez obserwator » 25 lip 2008, o 16:12

Pozwole sobie troche na cos osobistego - jestem mezatka od 6 lat, od 1,5 roku jestem sama, mieszkam i pracuje w anglii.
Sama tzn. fizycznie bo jestem nadal mezatka, ale maz przebywa w specyficznym osrodku wypoczynkowym(chyba sie domyslacie jakim) w Boliwi. Nie wiem, czy go kocham teraz, ale wiem, ze on kocha mnie. Przewrocil moje zycie do gory nogami, byl zaklamanym sukinsynem(sorry admini), byl tzw. niegrzecznym chlopcem. Ale przez te lata z nim, ktore nigdy nie byly latwe, byl mi wierny, byl ze mna i wiem, ze mnie kochal i kocha. Pracuje teraz i zrobie wszystko, zeby go wyciagnac. Wyjechalam z Polski bo wszyscy mi podpowiadali - zostaw go, jestes mloda, ulozysz sobie zycie, znajdziesz normalnego faceta.
Mialam normalnego faceta przed mezem i wiem co to znaczy zdrada.
A teraz mam zaczynac od nowa..., zeby jakis inny mnie zdradzal, albo ponizal, albo jeszcze bil. Wiem, ze sa fajni faceci, ale wiem tez, ze nie ma idealow. A moj maz mimo tego wszystkiego zlego nigdy nie oklamal mnie co do zasady podstawowej - ze jestem jedyna kobieta w jego zyciu, ze jest mi wierny i ze mimo wszystko mnie kocha.
Jak juz wyjdzie to mu przyleje, a potem bedziemy szczesliwi..... :wink:
Ostatnio edytowano 25 lip 2008, o 17:56 przez obserwator, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
obserwator
 
Posty: 47
Dołączył(a): 4 maja 2008, o 08:13
Lokalizacja: Dudley/Midlands

Postprzez iwonka29 » 25 lip 2008, o 17:37

obserwator napisał(a): A moj maz mimo te wszystkiego zlego nigdy nie oklamal mnie co do zasady podstawowej - ze jestem jedyna kobieta w jego zyciu, ze jest mi wierny i ze mimo wszystko mnie kocha.
Jak juz wyjdzie to mu przyleje, a potem bedziemy szczesliwi..... :wink:

fajnie napisane...., zycze ci wszystkiego dobrego, pozdrawiam
Avatar użytkownika
iwonka29
 
Posty: 27
Dołączył(a): 25 lip 2008, o 17:32
Lokalizacja: Birmingham

Postprzez Konsul » 25 lip 2008, o 18:57

pozwolcie, ze cos wrzuce. Dzisiejsze czasy to kryzys rodziny, a ona powinna byc najwazniejsza. Pochodze z domu gdzie byl alkohol. Ojciec duzo pil, ale matka miala w sobie sile do walki o rodzine, teraz wlasnie mysle, ze widziala w ojcu jednak meza, ktory ja kochal, ale mial problem.
Walka trwala wiele lat. Ale teraz sa razem, ida za reke na spacer, do parku, na dzialke. Sa razem, ale wymagao to walki i poswiecenia. Na koniec pozdrawiam Obserwatora i trzymam kciuki za milosc.
Avatar użytkownika
Konsul
 
Posty: 53
Dołączył(a): 17 kwi 2008, o 11:11
Lokalizacja: Anglia/Norwich

Postprzez Norbert » 28 sie 2008, o 15:21

No to dorzucę swoje 3 grosze. Do wyjazdu na Wyspy skłoniły mnie przede wszystkim zarobki, więc mniejsza o to (przynajmniej na razie). Mam za sobą kilka związków, zawsze to ja się nudziłem (kobietom), byłem zdradzany; praktycznie od każdej kobiety słyszałem, jaki to ja jestem wyjątkowy, że pierwszy raz (ona) czuje się traktowana jak kobieta, jak człowiek, szanowana etc.. A potem CIACH. Mimo, że w ciągu lat wyrobiłem sobie teorię, że kobieta musi być traktowana źle, żeby związek był mniej, więcej udany, nie mogłem się zmusić do takiej postawy. Traktowałem kobiety jak dotychczas, one się mną nudziły i rzucały (albo zdradzały i rzucały). Kilka lat temu poznałem jednak kobietę, której po dwóch tygodniach związku (nie znajomości, ta trwała jakieś 3 m-ce dłużej) się oświadczyłem - po prostu wiedziałem, że to TA. Przeżyliśmy ze sobą wspaniałe 3 lata (po pół roku związku zamieszkaliśmy razem), zanim się pobraliśmy. To było nieco ponad rok temu, w czerwcu. Dwa tygodnie po ślubie żona wyjechała na 2 m-ce do Niemiec (praca sezonowa)... i coś się stało. Czułości tyle co na lekarstwo, w ogóle nie czułem się kochany, nie czułem się partnerem, mężem, po prostu - jakiś facet w domu, pewnie współlokator. Zmianę podejścia do mnie zauważyłem jakieś 3 tygodnie od Jej wyjazdu, Ona twierdzi, że wyjazd nic nie zmienił, że to Ona się zmieniła, po prostu odkryła, że za mną nie tęskni, etc. Cały czas mnie zapewnia, że nie ma innego w Jej życiu; może jestem naiwny, ale Jej wierzę - nie znaczy to jednak, że ja w Jej życiu jestem, prawda?
Ten rok małżeństwa ciężko przeżyłem, było mi bardzo trudno. Mimo Jej podejścia do mnie, do związku (byłem, bo byłem) starałem się, byłem przy Niej, mogła na mnie liczyć w każdej sytuacji (może do tej pory), czego nie można powiedzieć o Niej - odkąd jesteśmy małżeństwem, nie mogę na Nią liczyć, wszystkim muszę się sam zająć (więc nie ma mowy o partnerstwie, które zakłada m.in. podział obowiązków i współpracę); można śmiało powiedzieć, że odpowiedzialność za całe małżeństwo i związek, w ogóle jego istnienie i funkcjonowanie, spoczywa na mnie. Wierzę, że to po prostu przejściowy kryzys, z którego można wyjść ciężką pracą, że Ona po prostu przechodzi kryzys emocjonalny, ale może się mylę?
Rok minął, zaczęliśmy wychodzić na prostą (choć do dobrej kondycji związku jeszcze dłuuuga droga), no i znowu - Ona do Niemiec. Gdy wróciła, nie było takiego przewrotu, jak w zeszłym roku, można chyba nawet powiedzieć, że wręcz przeciwnie. W chwili obecnej jest, bo ja wiem, nie najgorzej? Biorąc pod uwagę ostatni rok, na pewno lepiej, jednak w świetle sytuacji przed ślubem czy też bezpośrednio po nim, to wciąż kiepsko. Nasze relacje? Dobrze się rozumiemy, właściwie nie ma żadnych spięć, kocham Ją (jak kobietę, partnerkę życiową, przyjaciela - może powinienem jakoś jeszcze? Czekam na sugestie ;) ).
Przed moim wyjazdem na Wyspy (a w trakcie Jej pobytu w Niemczech) moje uczucia wyblakły, niemal zniknęły - tak mi się przynajmniej wydawało, możnaby wręcz powiedzieć, że sytuacja sprzed roku się niemal odwróciła; jednak odkąd tu (w UK) jestem, moje uczucia odżyły, bardzo mi Jej brakuje, po prostu, chcę spędzić z Nią całe życie... Chyba o to chodzi?
Na koniec dodam, że moich oświadczyn nie żałuję, nie żałowałem nawet przez moment, ani razu!
Uff, ale tasiemiec mi wyszedł, telenowela prawie :shock:

P.S. Jako tło do lektury tego posta polecam The Gathering "In motion #2" (z albumu "Mandylion")
Avatar użytkownika
Norbert
 
Posty: 15
Dołączył(a): 11 sie 2008, o 06:03
Lokalizacja: Wolverhampton

Postprzez Rozlucki » 4 lis 2008, o 18:55

obserwator napisał(a):Pozwole sobie troche na cos osobistego - jestem mezatka od 6 lat, od 1,5 roku jestem sama, mieszkam i pracuje w anglii.
Sama tzn. fizycznie bo jestem nadal mezatka, ale maz przebywa w specyficznym osrodku wypoczynkowym(chyba sie domyslacie jakim) w Boliwi. Nie wiem, czy go kocham teraz, ale wiem, ze on kocha mnie. Przewrocil moje zycie do gory nogami, byl zaklamanym sukinsynem(sorry admini), byl tzw. niegrzecznym chlopcem. Ale przez te lata z nim, ktore nigdy nie byly latwe, byl mi wierny, byl ze mna i wiem, ze mnie kochal i kocha. Pracuje teraz i zrobie wszystko, zeby go wyciagnac. Wyjechalam z Polski bo wszyscy mi podpowiadali - zostaw go, jestes mloda, ulozysz sobie zycie, znajdziesz normalnego faceta.
Mialam normalnego faceta przed mezem i wiem co to znaczy zdrada.
A teraz mam zaczynac od nowa..., zeby jakis inny mnie zdradzal, albo ponizal, albo jeszcze bil. Wiem, ze sa fajni faceci, ale wiem tez, ze nie ma idealow. A moj maz mimo tego wszystkiego zlego nigdy nie oklamal mnie co do zasady podstawowej - ze jestem jedyna kobieta w jego zyciu, ze jest mi wierny i ze mimo wszystko mnie kocha.
Jak juz wyjdzie to mu przyleje, a potem bedziemy szczesliwi..... :wink:

to naprawde piekne, kobieta doceniajaca milosc faceta, w mysl zasady nie ma idealow, gratuluje.........
Avatar użytkownika
Rozlucki
 
Posty: 50
Dołączył(a): 29 lip 2008, o 06:55

Postprzez iwonka29 » 4 lis 2008, o 19:12

to prawda, chciala bym byc tak kochana, bledy sa rzecza ludzka, a milosc jest jedyna.........
Avatar użytkownika
iwonka29
 
Posty: 27
Dołączył(a): 25 lip 2008, o 17:32
Lokalizacja: Birmingham

Postprzez pipi » 4 lis 2008, o 19:16

moge miec i gangstera, zeby aby byl wierny........ i nie latal za innymi........., ale takich nie ma.........
Avatar użytkownika
pipi
 
Posty: 42
Dołączył(a): 24 cze 2008, o 19:36
Lokalizacja: Liverpool

Następna strona

Powrót do Świat Kobiet

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

cron