........bardzo mnie poruszyla ta wypowiedz:
Znacie to uczucie, kiedy wpatrujecie się w okno, szukając znajomego płaszcza na ulicy? Albo kiedy wiecie, że on i tak nie przyjdzie, lecz pomimo to nakrywacie stół dla dwóch osób?
Najbardziej boli zawiedzione zaufanie. Rany zadane przez najbliższych nigdy do końca się nie goją. To jest tak, jak z wbijaniem gwoździ w płot - kiedy wyjmiemy gwóźdź, zostaje po nim ślad (mały otwór będzie wpisany w jego dalszą "egzystencję").
Najgorsza jest samotność
Ludzka samotność. Przychodzi zawsze niespodziewanie. Wchodzi do naszego domu, siada przy naszym stole, chociaż drzwi były zamknięte, a do stołu nikt jej nie zapraszał. Kładzie się z nami do naszego łóżka i każe tęsknić. Czasami budzi nas w środku nocy, czasami wytrąca talerze z ręki, czasami sprawia, że nie chce nam się rano wstać i dalej żyć w naszym szarym, pozbawionym sensu świecie. A potem, jak gdyby nigdy nic, odchodzi i zostawia nas sam na sam z naszymi myślami.
Kiedy raz zostaniemy zranione, oszukane, czujemy, że już nigdy nikomu nie zaufamy. W końcu to tak bardzo boli. Nikt nie zna tego uczucia lepiej niż my same. Chcemy wyć jak kojot, że jest nam źle. Najgorsze są noce, kiedy wyobraźnia płata figle, kiedy wspominamy, wyobrażamy sobie... Wyciągamy rękę do sąsiedniej poduszki w poszukiwaniu znajomego ciepła, albo chociaż oddechu, jednego chrapnięcia, które wcześniej tak bardzo nas irytowało (teraz oddalibyśmy za nie cały majątek).
Niespełnione obietnice
Kiedy już pogodzimy się z tym, że jesteśmy same, on nagle staje w naszych drzwiach. Kupuje kwiaty, przeprasza, mówi, że tamto to nie miało znaczenia, że tak naprawdę kocha tylko nas. A my? Bronimy się przed uczuciem, które jeszcze kilka godzin temu tak bardzo nas bolało. On jednak nie daje za wygraną. Obiecuje, że tym razem się uda, że teraz już będzie dobrze, że nigdy nie spojrzy na inną kobietę, że będzie wracał na noc do domu, nie będzie tak długo pracował. Będziecie chodzić na romantyczne spacery, do kina... Będzie jak dawniej. A my w swojej kobiecej naiwności wracamy... Przecież tak bardzo go kochamy. Wierzymy, że się poprawił, zmienił.
Mijają dni. Czy żałujemy? Może czasami. Teraz już trudniej się wycofać. Wiemy, co czułyśmy za pierwszym razem, kiedy odszedł. Może nie jest tak, jak obiecywał, ale nauczyłyśmy się już z tym żyć. Może i trochę się przyzwyczaiłyśmy. W końcu tak trudno zacząć znowu od nowa.
On się już nie zmieni
Sama wiele razy byłam raniona. Dwa razy nawet bardziej, niż myślałam, ze dam radę znieść. Za każdym razem odchodziłam i po dłuższym lub krótszym czasie wracałam do człowieka, który jakiś czas temu tak bardzo mnie zranił. Przepłakałam wiele nocy, spałam ze swoją samotnością, wypatrywałam płaszcza na ulicy. To trwa już kilka lat i chyba już tak zostanie. Wiem, że to nie jest książę o jakim marzyłam jako mała dziewczynka, wiem, że zasługuję na więcej, że może z innym byłabym szczęśliwsza, ale nie potrafię już żyć z nikim innym. Nie chcę.
Kocham go takiego, jakim jest i wiem, że już się nie zmieni. Chyba wolę kilka szczęśliwych chwil w łódce na burzliwym oceanie, niż całą samotną wieczność na moście, wpatrując się tęsknie w morze.