Wielka Brytania stoi w tym roku w obliczu największego w historii wzrostu współczynnika bankructw. I to nie tylko firm, ale również prywatnych konsumentów - pisze na swoich stronach LinkPolska.com.
Begbies Traynor – grupa biznesowa zajmująca się przeprowadzaniem restrukturyzacji i upadłości firm i konsumentów opublikowała analizę, którą przytacza ostatni „The Sunday Times”. Według niej ponad 35 tys. brytyjskich firm zbankrutuje w tym roku - to średnio 95 dziennie. Jest to wzrost o 18 proc. w porównaniu do wielkiego kryzysu gospodarczego, który miał miejsce na Wyspach na początku lat 90-tych ubiegłego stulecia. Nick Hood z Begbies mówił, że nie byłby zdziwiony gdyby ta liczba wzrosła do końca roku nawet do 40 tysięcy. W porównaniu jednak z recesją lat 90-tych teraz bankructwo dotyka nie tylko głównie dużych firm, ale również tych małych – jak np. chińskie restauracje czy salony fryzjerskie.
Analitycy wskazują również na niespotykaną dotąd liczbę bankructw zwykłych konsumentów, którzy z braku pracy, czy innych powodów niezdolności do spłacania zaciągniętych kredytów decydują się na ogłoszenie bankructwa. Begbies zauważa, że w tym roku liczba takich upadłości wzrośnie do 125 tys. Richard Goodwin, dziennikarz z "The London Gazette" – gazety, która zajmuje się śledzeniem liczby wniosków o bankructwa konsumenckie w Wielkiej Brytanii przyznaje: "Nasze statystyki osiągnęły najwyższy poziom w poprzednim miesiącu, kiedy to średnio 96 obywateli dziennie zgłaszało wnioski o upadłość. W ubiegłym roku ta liczba wynosiła 85, a w 2007 – 78."
Te informacje niepokoją również Polaków pracujących na Wyspach. Wielu z nich, po utracie pracy i z braku możliwości znalezienia nowej, podejmie wymuszoną decyzję powrotu do kraju. Już teraz polskie urzędy pracy odnotowują gwałtowny wzrost emigrantów powracających do Polski i udających się po zasiłek dla bezrobotnych i to zarówno ten przyznawany w naszym kraju, jak i ten zagraniczny.